“Ola według mnie to bardzo niedojrzałe zachodzić w ciąże, nie będąc do tego przygotowanym”- takie słowa usłyszałam kiedyś od swojej znajomej.

Byłam wtedy młodą dziewczyną i byłam w pierwszej ciąży. Zaśmiałam się gorzko na jej słowa, udałam, że nic a nic mnie nie ruszyły, ale potem przepłakałam całą noc.                                                                       Uwierzyłam jej, że to głupota mieć teraz dziecko, bo mam dopiero 22 lata, niedokończone studia i żadnej lukratywnej pracy.

Teraz już wiem, że powód jej wywodu był zupełnie inny. Kobieta około 40 letnia i bez własnego dziecka. Realizowała swoją potrzebę macierzyńską jako ciocia dzieci swoich znajomych. Była po prostu niespełniona jako MATKA…

 

A więc co znaczy planować ciąże?

 

TRZEBA być do tego przygotowanym psychicznie i materialnie.

Boże drogi, gdyby dało się zaplanować przebieg ciąży i całego macierzyństwa. Gdyby dało się przewidzieć rozwalone hormony, płakanie na zmianę z euforią, a nawet wypadanie macicy przy kolejnych ciążach. Gdyby się tak dało…

Jest to jedna z niewielu kwestii, gdzie nie da się NIGDY niczego zaplanować w 100%. Totalny survival.


 

Mnie jedyne co dziwi (i zawsze będzie dziwiło) to to, że ludzie usiłują być zawsze “ekspertami” od wszystkiego. Doradzają (choć nikt ich o to nie pyta), a najczęściej w tematach, o których nie mają pojęcia albo mają znikome.

Kiedyś też tak robiłam. Ba! Walczyłam o swoje zdanie. Ale teraz wiem, że powody takiego zachowania tkwiły dużo, dużo głębiej…

Zaprawdę powiadam Wam : w przypadku macierzyństwa nie wiecie nic. “Zaciążycie” (albo i nie) i nagle zmienicie zdanie. Tak jest, tak było i tak będzie. Bo te 9 miesięcy zmienia wiele w życiu. Zmienia już na zawsze (w zachowaniu, myśleniu). Od razu uprzedzam ewentualne komentarze : nie mam poczucia wyższości, że jestem matką. Ja jedynie uważam, że tutaj nie ma miejsca na gadanie, ocenianie.

Nigdy już nie będą tą samą Olą co przed dziećmi. Zmieniłam się prawie we wszystkim. Na pewno miała na to wpływ niepełnosprawność Toli, która zweryfikowała moje życiowe priorytety i plany.

Pamiętam jak planowałam wyjazd do ciepłych krajów, jak Tola skończy pół roku: ” wiesz, bo ona będzie już siedziała, czworakowała to będzie znacznie łatwiej na tej plaży i wogóle…”. I proszę- mózgowe porażenie dziecięce plus padaczka. Wspaniały komplet (to tak a propos planowania macierzyństwa).

Życie napisało mi scenariusz tak samo skomplikowany jak “Wspaniałe Stulecie”. Pierdyliard wątków, zaskakujących zwrotów akcji, ale musisz się łapać, choć czasami nie wiesz jak się nazywasz.

 

A co dało mi macierzyństwo?

 

Przestałam się oceniać i dopasowywać do kąta ułożenia innych ludzi. Przestałam uprawiać zawodową prostytucję. Nie muszę kolegować się z nikim kogo nie lubię, kto mi nie pasuje, z kim nie po drodze. To takie piękne. W moim życiu zostały same wartościowe osoby i tylko takie się pojawiają. A innym błogosławię, ale nie zostawiam przy sobie. Nie ma po co.

 

Uważam, że urodzenie dziecka w wieku 22 lat ( mój ówczesny ginekolog powiedział mi wtedy, że z biologicznego punktu widzenia to ostatni dzwonek!), sprawiło, że wreszcie zmądrzałam i wydoroślałam. Wiedziałam, że nie dostanę drugiej szansy. Trzeba było się wziąć w garść.                                           Poniekąd mnie to uratowało.


 

Ja naprawdę najwięcej nauczyłam się od swoich dzieci. Tego, że warto się cieszyć z “głupot”, bo one się składają na całość. Że warto ufać i słuchać. Że nie warto się boczyć. Że jak się bawimy to bez telefonu, maili i smsów. Jesteśmy TU i TERAZ.

 

 

My- dorośli, zapatrzeni w swoje poglądy i przekonania, choć słuchamy, to jednak nie słyszymy innych.     Nasze myśli są tak często zagłuszane przez nasze niedopieszczone dziecko- wewnętrzne dziecko.       Dziecko, którego ktoś kiedyś za często karał, którego ktoś nie słuchał, którego ktoś nie przytulał i nie ocierał łez, wtedy kiedy rozwalił sobie TO kolano.  A ono boli do dzisiaj…

Może dlatego tak bardzo chcemy być w centrum uwagi, bo to nasze wewnętrzne dziecko domaga się o tę chwilę naszej uwagi, skupienia i miłości. A my tak często nie chcemy zawracać na nie uwagi. Bo przecież trzeba się zatrzymać.