Doskonale wiem co to znaczy radość z macierzyństwa, kiedy dziecko zaskakuje mnie niemal codziennie swoimi nowymi umiejętnościami. Są one tak szybkie, że człowiek nie nadąża z kupowaniem nowych kart pamięci, żeby dokumentować pierwsze zęby czy samodzielne kroki.

Pstrykasz te zdjęcia jak Japończyk na wycieczce po Starówce i zanudzasz każdego kolejnym fociszczem (“no popatrz Marysiu, jak pięknie zjadł tę marchewkę z jabłuszkiem- bez niczyjej pomocy!”), choć różni się ono tylko kątem ułożenia. Nuda, nuda, nuda.

W pewnym momencie, jest to tak naturalne, że przestaje się na to zwracać uwagę.

 

To teraz czas na drugie!

” Super”- myślisz sobie. Nie będzie tego stresu jak z pierwszym. Już nie będziesz taka przewrażliwiona na swoim punkcie, bo wiesz co Ciebie czeka!

Badania w terminie, usg 3D (żeby z dokładnością trójwymiaru sprawdzić, czy aby napewno wszystko ok), gotowanie, sprzątanie, ogarnianie młodszego- co to dla Ciebie?!

Na poród nie żałujesz ani złotówki-sala jedynka, prywatna położna, znieczulenie (bo nie lubisz bólu i chcesz się poczuć jak królowa na tej krwawej wojnie).

I nagle dupa.

“Dziecko ułożone wierzchołkowo. Jednak Pani sama nie urodzi, jedziemy na cięcie”- ten komunikat jest podawany wraz z maseczką tlenową.

“Jakie cięcie, po co cięcie?!”

W końcu i tak kończy się to operacją. Dziecko rodzi się z cesarki, z powodu zagrażającej zamartwicy. Ale… Dostaje 10 punktów Apgar.

To usypia Twoją czujność.

Cieszysz się, że wszystko dobrze, że już po wszystkim, podziwiając to wymęczone brzydactwo ( tak, moje dzieci od razu po urodzeniu były brzydkie).

I zaczynają się pierwsze problemy. Problemy ze spaniem, ssaniem etc. Nikt Ci nie powie, że może to przez poród. Nie. Dowiadujesz się tego, kiedy pędzisz karetką do szpitala z pierwszym stanem padaczkowym. Pierwsze pytania-” czy była ostatnio szczepiona?( hmmmm… To tak a propos szczepień). “Nie” – odpowiadasz.

Zerkają do karty. “10 punktów Apgar” … Cisza. Patrzą na siebie, a ty już wszystko wiesz.

No i pięknie. Oni wiedzą, ale mi nie powiedzą. Bo i po co? Pieprzona lekarska lojalność.

 

Czemu o tym piszę?

Żeby uświadomić, że taka historia może się zdarzyć KAŻDEJ kobiecie i KAŻDEJ rodzinie.

Tak kochani. Wszelkimi ego postulatami i tekstami “Twoje życie w Twoich rękach”, “To Ty tworzysz własną rzeczywistość”, w tej sytuacji możecie sobie podetrzeć cztery litery.

Ręce opadają i nie tylko, jak się czyta komentarze – “A w ciąży to się badań nie robiło? Pewnie myślała jedna z drugą, że jak Bóg dał, to jakoś to będzie”.

Nie. Istnieje coś takiego jak los, przeznaczenie, Bóg tak chciał, błąd lekarski, czy co tam sobie jeszcze podłożysz pod tę historię. Coś, na co nie masz wpływu. Coś, co decyduje, że właśnie TY, nie ona czy on, będziesz matką TAKIEGO dziecka.

 

Miesiąc październik jest miesiącem osób dotkniętych mózgowym porażeniem dziecięcym. Na świecie jest ich ponad 17 milionów. Moja córka również się do nich zalicza.

Nie da się zarazić ani mózgowym porażeniem dziecięcym (mpd) ani autyzmem ani rakiem, padaczką, etc. Nie da!!! Noł opszyn 😱

Mówię oczywistości? Być może dla Was, ale uwierzcie mi, że w XXI wieku, w dużym mieście Warszawa, cały czas znajdują się ludzie (młodzi! Wiecie… #instamateczki i #instaojcowie), co zabierają swoje dzieci z piaskownicy w obawie, że ich dziecko się zarazi, np. od mojej córki! Mentalna wiocha ma się dobrze, niestety…

Dlatego… Jako matka takiego dziecka, z mpd, autyzmem, padaczką i upośledzeniem intelektualnym, mam do Was apel: takie dziecko jest takie same jak Wasze, tylko chore. To nie jest jego wina, że takie przyszło na świat. W 99,9 % nie jest to wina również rodziców. Zachowajcie się jak LUDZIE Z SERCEM. Chcielibyście być na naszym miejscu?

Mózgowe porażenie dziecięce w skrócie MPD, z ang. CP – “cerebral palsy”) to zespół przewlekłych zaburzeń neurologicznych, wynikający z trwałego uszkodzenia mózgu, który obejmuje zaburzenia ruchu i postawy. Najczęstsze problemy, które towarzyszą dziecięcemu porażeniu mózgowemu to słaba koordynacja, sztywność mięśni (tzw. spastyczność) oraz kłopoty z połykaniem i mówieniem.

Mózgowe porażenie dziecięce występuje u około 2 na 1000 urodzonych dzieci podczas choroby przebytej podczas ciąży ich matek czy komplikacji podczas porodu, ale także podczas “niewinnego” upadku na głowę podczas zabawy.

 W obliczu takiej sytuacji może zostać postawiony każdy rodzic. Również i Ty.

Dlatego myśl! Myśl zanim coś powiedz, zrobisz. Zanim zaczniesz się gapić, komentować, lub dawać dyla ze strachu. Myśl! To nie boli.
Zdaje sobie sprawę, że mainstreamowy świat pragnie przekazywać jedynie ego pozytywne postulaty ” twoje życie w twoich rękach, ” to ty o nim decydujesz”, sprawiając jednocześnie, ze nie chcemy dostrzegać problemów, a nuż!, żeby nie zapeszyć. Zmartwię Was – nie da się, bo życie uwielbia pisać swoje scenariusze. Warto jednak otworzyć głowę i wykorzystać swoją inteligencję emocjonalną (jeśli się takową posiada), żeby dostrzec też ciemne strony naszego życia. Przyda się zrozumieć to wcześniej, żeby nie było później zgrzytania zębami i płaczu.

Bo mówiłam…

A Wy? Do jakiej grupy się zaliczacie?
Ok. Żartowałam… 😉

A Tośka jest ponad to. Czyta Iwaszkiewicza i ma takie “problemy” w … nosie!