Rodzice dzieci niepełnosprawnych, mają ogromną tendencje do zmieniania rehabilitantów. Wynika to najczęściej z tego, że może “gdzieś za miedzą” jest inny, lepszy, co sprawi, że dziecko zostanie wyleczone. Ja tez tak miałam, ale wynikało to niestety z faktu, że gdzieś pod skóra czułam, że to, nie to…Miałam sią pogodzić. To tak w telegraficznym skrócie.
W mojej książce opisałam kilka przykładów…
To z zupełności naturalne w pierwszym etapie etapów żałoby jaką jest urodzenie niepełnosprawnego dziecka. Nie możemy się z tym pogodzić, więc szukamy terapii, która jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, uzdrowi nasze dziecko.

Często mnie sie pytano ” a jaką metodą ta babcia Jagoda rehabilitowała Tośkę? Nie pytałam się. Po co mi ta wiedza? Do czego? Nigdy nie interesowały mnie metody. Nie interesowały mnie skończone kursy rehabilitanta. Interesowało mnie tylko i wyłącznie to, co widziałam. Dlatego też nigdy nie korzystałam z żadnych for dla rodziców, bo każdy, absolutnie każdy przypadek, jest inny.

Jestem zdania, że tylko codzienna ciężka praca RODZICA z pomocą rehabilitanta, może przynieść CUDA. Znajdźcie jednego dobrego, niech Was nauczy jak pracować z dzieckiem w domu codziennie i kontroluje, poprawia na wizytach w gabinecie. Sam rehabilitant cudu nie sprawi. Choćby skały… Resztę sobie dopowiedzcie.
I oczywiście pracujcie nad sobą samym. Żeby sobie ułożyć to wszystko w głowie, żeby mieć siłę nie tylko do pracy. Siłę do życia. Do wiary!

W związku z tym, że święta za pasem, postanowiłam zrobić Wam prezent i udostępnić fragment cały mojej książki Tak Cie Kocham!
A rozdział jest o typach rehabilitantów…

RODZAJE REHABILITANTÓW

 

Typ: Znawca wszystkich najlepszych metod na świecie

To dosyć niebezpieczny typ rehabilitanta. Wszystko wie najlepiej i nikt nie jest tej klasy specjalistą. Na pytanie, z jakich metod dziecko dotychczas korzystało, kiwa głową z politowaniem, mówiąc, że te metody są przestarzałe. Cały czas raczy opowieściami, jak to właśnie wrócił z najnowocześniejszego kursu, wiodącej na świecie propagatorki metody XYZ i jakie niesamowite ta metoda daje efekty. Magiczna metoda polega na ćwiczeniu coś na poły z głaskaniem, układaniem rączki i kończy się z pierwszym krzykiem niezadowolenia dziecka. 
– Nie będziemy przecież męczyć dziecka. 150 zł, poproszę.

Typ: Wypaleniec

To typ rehabilitanta, po wizycie którego musisz w trymiga skierować swe kroki do psychiatry po antydepresanty. Masz wrażenie, że z każdym jego ruchem uchodzi z ciebie życie. Uwielbia raczyć cię mądrościami: „kiedy jest uszkodzony mózg, to kaput”, „nie da się pomóc dziecku z takim niedotlenieniem, ale cóż, ćwiczyć trzeba”, „polecam zaopatrzyć się w wózek z klinem firmy XYZ, czasami ludzie odsprzedają – radzę śledzić”.
Zrób mu krzyżyk na drogę lub postrasz tego wampira sznurem czosnku.

Typ: Pracuś

Ideał. Nie gada, tylko działa. Szybki i konkretny wywiad i do roboty. Nic nie obiecuje, bo jest zajęty robotą. Poznasz go po tym, że po ćwiczeniu z twoim dzieckiem pot mu spływa po twarzy.
Nie raz i nie dwa trafia się na terapeutów, lekarzy, którzy podcinają nam skrzydła. Ale uszkodzenie ośrodkowego układu nerwowego to nie jest angina. To jedna wielka niewiadoma. Czasami gorzej rozwijają się dzieci ze średnim niedotlenieniem, zaś te, które miały wylew IV stopnia, miewają delikatne uszczerbki. Nie ma reguły. Pamiętam, jak prof. Kmieć z Centrum Zdrowia Dziecka na moje pytanie, czy Tosia będzie kiedyś „normalna”, powiedział, że neurologia to takie błądzenie we mgle i on nie jest w stanie tak naprawdę nic mi pewnego powiedzieć.
Wbrew pozorom to daje dużą nadzieję. Nigdy nie możemy pozwolić na to, aby ktoś stawiał wyroki. Dzieci, choć często nie mówią – rozumieją. Szukajmy więc dla nich takich rehabilitantów, jakimi sami chcielibyśmy się otaczać. Nie ma cud- metody. A to, że jakiś terapeuta ma pierdyliard kursów, nie oznacza, że jest dobry. Nie zapomnę, jak na pewnym turnusie rehabilitacyjnym poznałam młodą rehabilitantkę, którą na kursie bardzo znanej metody przekonywano, że ona nie pomaga w przypadku bardzo uszkodzonych dzieci. Ale oczywiście rehabilitanci nie powinni tego mówić rodzicom. 

To pozostawiam bez komentarza.

A oto dwa wyjątkowe filmiki jakiejś cudownej mamy syna z mpd. Moja absolutnie bratnia dusza! Właśnia tak m.in. wyglądał mój codzienny masaż CAŁEGO CIAŁA Tośki. 1,5 rano i 1,5 wieczorem. Tylko ręce i oliwka.
Niestety nigdy go nie nagrałam jak była mała, bo darła się w niebogłosy. Może nadrobię…
Zacznijcie od teraz!


https://www.youtube.com/watch?v=azkEhyHSXzc


https://www.youtube.com/watch?v=78_3KuIEKyI