Czytam książkę i powiem szczerze jak dwie krople wody, mogłybyśmy rozmawiać godzinami o swoich przeżyciach jakże podobnych… Neurolog ordynator szpitala: Niech Pani się tak nie cieszy ona jest jeszcze ładna ale już niedługo to potrwa…. Jeszcze 2 lata się z nią meczylam. A w głowie jakie mocno chore dziecko . Jest Pani młoda urodzi Pani jeszcze jedno dziecko…

Ostatnio przeczytałam artykuł o pani mężu i było tam o pani i pani córce. Też o książce, o tym że pani jest ciężko ale się pani nie wstydzi i nie poddaje.A póżniej zaczęłam czytać o pani w necie.To mnie trochę budowało….nie byłam sama. A to że pani mnie pozdrowiła, zmobilizowało mnie by wstawać dla synka by dla niego się uśmiechać i nawet zaczęłam ćwiczyć.dziekuję Tobie za to, ja wlasnie stchorzylam, skasowalam wszystkie zdjecia i wpisy na fb o moim dziecku,o sobie, chorobie i zmaganiu sie z tym wszystkim, konsekwencje odczulismy w nowej szkole u syna, nie wiem czy sie odwaze jeszcze, podziwiam Twoja otwartosc, odwage i sile, życzę Tobie zdrowia i wytrwałości, jesteś świetna! pozdrawiam i ściskam.|

To tylko niektóre z wiadomości, które dziennie zapełniają moją skrzynkę.  Od kiedy napisałam Tak Cię Kocham!, od kiedy podpisałam się pod tym imieniem i nazwiskiem, stałam się poniekąd skrzynką zaufania ( jeśli tak można to nazwać) i bardzo dobrze czuje się w tej roli. Od samego początku chciałam, żeby za napisaniem mojej książki poszło coś dalej. Żeby mówić wprost o tym, że czasami nie mam siły, że nie dajemy rady, żeby zniknął wstyd. A co najważniejsze- żebyśmy poczuli, że nie jesteśmy w tym sami.
Tak więc książka była początkiem. Bo wiedziałam od samego początku, że chcę spotykać się z rodzicami i do nich mówić.
Mówić o tym przez co przeszłam i jak w końcu powiedziałam życiu Tak Cię Kocham! Od razu uprzedzam- nie mam monopolu na jedną prawdę. Wiem jednak, że to, co mówię- przynosi efekty, bo w mojej historii możecie odnaleźć siebie. I wiem, że tak właśnie jest, bo prawie każda z nas, przechodziła przez te same etapy uczuciowe. Każda z nas szukała w sobie odpowiedzi czemu ją to spotkało, jak do tego doszło, czy będzie kiedyś normalnie.
Każda z nas miała momenty zwątpienia, a nawet chęci ucieczki od tego wszystkiego, choć nie każda chce się do tego przyznać. Ale jest to normalne i naturalne, bo nie nie da się przygotować na takie doświadczenie.

Nie wierzę, że można zaakceptować niepełnosprawne, chore dziecko

Usłyszałam kiedyś takie zdanie od pewnej matki… Potem wiele razy czytałam w komentarzach, kiedy ktoś polecał moją książkę. Rozumiem to, bo jest na to nawet profesjonalna nazwa: pozorna akceptacja. Czyli działam dla dziecka, rehabilituje, ale pracuje jak robot. Bo ciągle pragnę, aby ono było NORMALNE. TAKIE JAK INNE, ZDROWE DZIECI…

Musisz sobie zadawać pytanie, czy miałaś wpływ na to, co się stało?  Bo jeśli nie miałaś wpływu na jego chorobę, to jak myślisz, co powinnaś zrobić? Snuć cały czas czarne scenariusze? Patrzeć szklanymi oczami na zdrowe dzieci i zastanawiać się, jakby to było, gdyby ona/on tak jeździł na rowerze? Czy może zacząc nad soba pracować i napisać nowy scenariusz dla swojego życia, wyrzucając uprzednio ten nieaktualny, gdzie jeździcie razem na łyżwach, rowerze i gadacie do północy, oglądając horrory. Inaczej nie ruszysz do przodu. Będziesz jak ten chomik na kołowrotku, który owszem- niby biegnie, ale wokół własnej osi.
Musisz SOBIE WYBACZYĆ. MUSISZ WYBACZYĆ, ŻE TO NIE PRZEZ CIEBIE, ŻE NIE ZROBIŁAŚ NIC ZŁEGO, ŻE TAK SIĘ STAŁO.

Na własnej skórze przekonałam się, że na pewnym etapie życia, nie mogłam ruszyć z miejsca, oddychać pełną piersią, bo cały czas czułam, że coś mnie trzyma. Nie mogłam swobodnie podążać z biegiem życia, bo wypominałam sobie, że może mogłam coś zmienić. Byłam sfrustrowana, miałam nerwice lękową i stany depresyjne z naprawdę niefajnymi myślami. Dlatego uwierz mi na słowo- JESTEŚ W STANIE TO ZMIENIĆ I POKOCHAĆ TEN ŻYCIOWY SCENARIUSZ, KTÓRY ZOSTAŁ DLA CIEBIE NAPISANY.

Jednak tylko wtedy, jeśli naprawdę CHCESZ TEJ ZMIANY. Jeśli jesteś gotowy, żeby… się zmienić.  Bo jeśli cały czas chcesz tkwić w emocjonalnym imadle, jeśli nie chcesz pewnego dnia wstać i powiedzieć- dość!, nie zmieni się nic. Najwięksi geniusze, najpiękniejsze rzeczy działy się prawie zawsze na gruzach ogromnych trudności.

POPRZEZ MOJA HISTORIĘ, CHCĘ TOBIE PRZEKAZAĆ JEDNO:

TWOJE POGODZENIE SIĘ SIĘ ZE WSZYSTKIM, CO CIEBIE SPOTKAŁO, WYBACZENIE SOBIE, INNYM, JEST JEDYNYM SPOSOBEM

DO ROZPOCZĘCIA ŻYCIA NA PEŁNEJ PETARDZIE ( jak to pieknie określał ś.p. ks. Jan Kaczkowski)

TYLKO TY MASZ WŁADZE NAD SWOIMI MYŚLAMI

TYLKO TY, MOŻESZ PODJĄC DECYZJĘ, JAKIE MYSLI BĘDĄ KIEROWAŁY TWOIM ŻYCIEM

BĘDĄ TO MYŚLI KONSTRUKTYWNE, WSPIERAJĄCE, DAJĄCE SIŁY

CZY BĘDĄ CIEBIE DOŁOWAŁY, WPĘDZAŁY W CORAZ WIĘKSZE POCZUCIE WINY I BEZNADZIEI?

NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO NA ZMIANĘ. NIGDY!