Jako ludzie zostaliśmy tak stworzeni emocjonalnie, że musimy przetrwać. I wiecie to po sobie. Ja do tej pory wspominam szaleńczą jazdę karetką, wiozącą moją zaintubowaną, cały czas w stanie padaczkowym Tośkę, przez miasto. Miałam wrażenie, że to mi się śni. Mój mózg wytworzył taką ilość kortyzolu, że nie czułam absolutnie bólu. Jakby mnie wtedy ktoś nagrał wyglądałabym pewnie jak gladiator przed swoją ostateczną walką. Byłam skupiona tylko na tym, żeby dojechać do szpitala. Nie wiem, czy jechałyście kiedys karetką z walczącym o życie dzieckiem, ale gdyby nie wspomniany kortyzol zeszłabym pewnie na zawał. Ale ja… ja byłam jak w hipnozie.
To właśnie robi z nami silny stres. Hibernuje nas. Mamy wrażenie, że jesteśmy silni, ale niestety… Te wydarzenia spowodowały we mnie bardzo duże zmiany fizjologiczne- pojawiła się somatyzacja, czyli napady lękowe. Emocje sprawiają, że z powodu długotrwałego stresu zmienia się biochemia człowieka. Hormony stresu są rozprowadzane przez układ nerwowy za pomocą tzn. neuroprzekaźników i bezpośrednio wpływają na układ odpornościowy.

Fakt, że duch rządzi ciałem, choć lekceważony przez biologie i medycynę, jest najbardziej fundamentalnym faktem w procesie życia, jaki znamy – dr Franz Alexander

Duch rządzi ciałem.
Nasze dzieci są chore. I najprawdopodobniej będą takie zawsze. Co to oznacza? Do końca życia będziemy ich opiekunami. Do końca życia będziemy się nimi zajmować, wprowadzać ich w ten świat. Czemu to piszę? Żebyś tego nie wyrzucała z głowy. Żebyś nie bała się o tym myśleć. To fakt. Nas to spotkało.
Ja czasami, pomimo terapii, pomimo leków, mam momenty trudne. Szczególnie wtedy, kiedy nie potrafię jej wytłumaczyć, że musi na coś poczekać, że czegoś nie można. Wtedy kiedy mnie gryzie, bije, szczypie. To są momenty, kiedy czuję frustrację i sobie na nia pozwalam. Bo nie jestem z tytanu. Jednak długo to nie trwa, bo potrafię już sobie to w głowie ułożyć. Mocno ja wtedy przytulam i powoli czuję jak jej napiete mięśnie puszczają. Miłość jest lekiem.
Mam jednak świadomość, że macie dzieciaki w różnych stanach. Mam świadomość, że ciagle nie chcecie iść na terapię, bo to wstyd, bo okażę się słaba lub słaby. Jeśli tak uważasz, to masz rację- jesteś słaba lub słaby, jeśli wydaje Ci się, że musisz być niczym skała. Im dłużej będziesz w tym tkwił/a skończysz bardzo źle. Stres powoli zabija… I nie tłumacz się brakiem czasu! Jak dopadnie Ciebie jakieś cholerstwo, dopiero wtedy nie będziesz miał/a czasu…
Dlatego już dziś:
  • zacznij oddychać! świadomie i głęboko. Najlepiej połoz się na plecach, pod głowę włóż małą poduszkę, na brzuchu połóż ciężką książkę i staraj się ją unieść na wdechu i powoli opuszczać na wydechu. Zobaczysz co się z tobą stanie po takiej 5 minutowej sesji…
  • staraj się zdrowo odżywiać. Jednym słowem nie zjadaj resztek po dziecku, tylko postaraj się zadbać o siebie tak, jak dbasz o nie.
    Zamień kanapkowe śniadanie np. na owsiankę lub taki placek?
  • w wolnych chwilach rozmawiaj ze sobą… na głos! Poważnie. Gdy rozmawiamy na głos uczucia są mnie tragiczne niż gdy zaczynamy je analizować wieczorem lub nocą.
  • postaraj się żyć teraźniejszością. Nie odkładaj tego na później.
  • rozwijaj się. Internet to obecnie kopalnia wiedzy. Wystarczy, że na youtube wpiszesz : jak uszyć poduszkę, zrobić bransoletkę na sznurku i nagle się okazuje, że możesz posiąść nową wiedzę. A umówmy się: nic tak nie poprawia samopoczucia i poczucia własnej wartości niż nauka.

Zacznij od robienia tego co konieczne. Potem rób to, co możliwe, i nagle okaże się, że robisz rzeczy niemożliwe – św. Franciszek z Asyżu.